Twoja historia to jedyna rzecz, której nikt nie powinien dotykać brudnymi rękami. Ludzie będą próbować — ustawić Cię w swojej narracji, obsadzić w roli, której nie chcesz, a czasem nawet dopisać Ci rozdziały, których nigdy nie przeżyłeś. Jedni zrobią to z lenistwa, inni ze strachu, a jeszcze inni z czystej potrzeby kontroli.
Ale władza nad własną opowieścią to władza nad własnym życiem. Oddasz ją — przestajesz być autorem, stajesz się bohaterem cudzej książki. Bohaterem, którego nikt nie zapytał o zdanie. Nie chodzi tylko o to, żeby mówić własnym głosem. Chodzi o to, by ten głos pieprzone skały kruszył, jeśli trzeba. Bo kiedy milczysz, inni dopisują za Ciebie. Kiedy się wahasz — ktoś uzupełnia lukę. A kiedy zbyt długo pozwalasz, by plotki, opinie i cudze interpretacje swobodnie chodziły po Twoim imieniu, nagle budzisz się w świecie, w którym Twoja legenda została napisana przez ludzi, którzy nawet nie znają Twojej drogi. W XXI wieku Twoja historia to waluta. Wizerunek, słowo, wersja wydarzeń — to wszystko jest broń. Nie oddawaj jej nikomu.
Jeśli masz być kimś, to kimś według własnej definicji. Jeśli masz upaść, to na własnych słabościach. Jeśli masz wygrać, to na własnych zasadach. Bo życie nie nagradza bohaterów cudzych opowieści — nagradza autorów, którzy mają odwagę pisać swoją.
A jeśli ktoś próbuje przejąć Twoją narrację?
Zamknij mu długopis. Odbierz mu kartkę. I powiedz: „Moja historia jest moja. Ty możesz co najwyżej przeczytać.”
