Za kulisami jednej z najbardziej kontrowersyjnych historii w polskim sektorze nieruchomości kryje się opowieść o milczeniu, pozorach i manipulacji wizerunkiem. To historia, w której zatrudniony przez zewnętrzny podmiot „przedstawiciel” spółki DL Invest Group PM S.A. — występując publicznie jako „dyrektor nadzoru właścicielskiego” — miał brać udział w działaniach wymierzonych przeciwko dziennikarzowi śledczemu TV Press, Mariuszowi Pokrzywko.
Nie był wpisany w KRS, nie posiadał pełnomocnictwa, a jednak działał w siedzibie spółki, rozmawiał z wierzycielami i występował w jej imieniu.
W sierpniu 2024 roku zakończyło się to pisemnymi przeprosinami i ugodą cywilną, w której sam przyznał, że występował jako reprezentant DL Invest.

Komunikat redakcyjny Tvpress w sprawie DL Invest Group PM S.A.
Według zgromadzonych dokumentów, osoba ta nie była formalnym pracownikiem spółki, ale działała w jej siedzibie, kontaktowała się z wierzycielami, a w korespondencji przedstawiała się jako „Były Dyrektor Nadzoru Właścicielskiego DL Invest Group PM S.A.”. W efekcie publiczność mogła odnieść wrażenie, że reprezentuje oficjalne stanowisko spółki.
Zgodnie z art. 103 Kodeksu cywilnego – jeżeli ktoś działa w imieniu innej osoby bez umocowania, a ta nie zaprzecza, skutki takiego działania mogą obciążyć mocodawcę. Brak reakcji spółki staje się więc nie tylko milczeniem, ale także potencjalnym dorozumianym przyzwoleniem.
FAŁSZYWY TYTUŁ – PRAWDZIWE PRZEPROSINY
1 sierpnia 2024 roku, po serii publikacji i wezwań, podpisano ugodę cywilną, w której mężczyzna przeprosił Mariusza Pokrzywko za bezprawne naruszenie dóbr osobistych. W piśmie przyznał, że działał w imieniu DL Invest Group PM S.A., prowadził rozmowy z wierzycielami i spotkania w siedzibie firmy.
Spółka nigdy nie odcięła się od jego działań – nie zaprzeczyła, nie zdementowała, nie sprostowała. Choć nie ma pewności, czy DL Invest znała treść ugody, to fakt, że osoba ta przez długi czas działała publicznie jako jej „dyrektor”, rodzi pytania o kontrolę i nadzór nad osobami występującymi w imieniu spółki.
GRANICA PRAWA, ETYKI I WIZERUNKU
Sprawa pokazuje, jak łatwo można wykorzystać „zewnętrznego konsultanta” jako bufor odpowiedzialności. Formalnie nie jest pracownikiem, ale faktycznie wykonuje czynności zarezerwowane dla zarządu. Nie widnieje w rejestrze, ale występuje przed mediami i kontrahentami.
Nie ma pełnomocnictwa, ale podpisuje pisma i negocjuje warunki. To właśnie takie przypadki stanowią szarą strefę reprezentacji korporacyjnej, w której granice między rzeczywistym a pozornym umocowaniem zaczynają się zacierać.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ CYWILNA I KARNA
Jeżeli zostanie udowodnione, że działania tej osoby spowodowały:
• szkodę majątkową,
• naruszenie dóbr osobistych,
• lub wprowadzenie w błąd wierzycieli,
wówczas spółka DL Invest Group PM S.A. może ponosić odpowiedzialność cywilną, a także karną – z art. 286 (oszustwo) i art. 296 (działanie na szkodę spółki).
Z kolei sam wykonawca może odpowiadać osobiście – z art. 415 k.c. (czyn niedozwolony) i z przepisów Kodeksu karnego o działaniu bez uprawnienia lub nadużyciu zaufania.
BRAK DEMENTI – MILCZENIE, KTÓRE MÓWI
Do dziś DL Invest Group PM S.A. nie wydała żadnego oficjalnego oświadczenia, które odcinałoby się od działań „byłego dyrektora”.
W kontekście art. 96–103 Kodeksu cywilnego, tolerowanie fałszywego tytułu i milczenie może być odczytywane jako zgoda na działanie w imieniu spółki.
Wizerunkowo to ogromne ryzyko – bo w oczach opinii publicznej brak reakcji oznacza przyzwolenie.
UGODA, KTÓRA STAŁA SIĘ DOWODEM
Ugoda podpisana w sierpniu 2024 roku ma znaczenie szczególne:
to konkretny dokument potwierdzający, że osoba ta przyznała się do działania w imieniu DL Invest Group PM S.A.
Nie jest to opinia, lecz fakt – udokumentowany, podpisany i złożony w formie cywilnej ugody.
SYSTEM TOLERANCJI I KONSEKWENCJI
Z relacji i dokumentów wynika, że:
• spółka korzystała z usług zewnętrznej firmy,
• jej przedstawiciel występował publicznie jako „dyrektor”,
• wykonywał czynności o charakterze decyzyjnym,
• a spółka nie reagowała.
W świetle prawa to nie tylko błąd w komunikacji, ale potencjalne naruszenie zasad należytego nadzoru i wewnętrznej kontroli korporacyjnej.
PODSUMOWANIE
Sprawa ta to coś więcej niż konflikt między dziennikarzem a spółką.
To test odpowiedzialności korporacyjnej – pokazujący, jak łatwo można stworzyć iluzję upoważnienia, a potem próbować ukryć się za formalnościami.
Jeśli ktoś prowadzi negocjacje w twoim biurze, podpisuje pisma i przedstawia się jako dyrektor, to – w świetle prawa i opinii publicznej – jest twoim przedstawicielem.
Nie można udawać, że to tylko „zewnętrzny konsultant”, gdy jego słowa i działania uderzają w dobra osobiste innych osób.
KLAUZULA BEZPIECZEŃSTWA
Artykuł ma charakter dziennikarsko-publicystyczny.
Powstał w oparciu o dokumenty, decyzje sądowe i oficjalne oświadczenia.
Przedstawione w nim informacje służą interesowi społecznemu i debacie publicznej nad granicami odpowiedzialności korporacyjnej.
Wszystkie strony wymienione w publikacji mają prawo do przedstawienia własnego stanowiska.



