Ludzie w maskach nie zawsze udają — czasem dopiero wtedy przestają. Bo istnieją dwa rodzaje masek. Pierwsze to maski codzienności — te, które zakładamy, by się dopasować. Uśmiech w biurze, grzeczność w rozmowie, uprzejme kłamstwa, które mają nas chronić. To maski, które więżą — pomagają przetrwać, ale odbierają autentyczność. Pod nimi człowiek nie żyje, tylko funkcjonuje.

Drugie to maski prawdy — zakładane świadomie, nie po to, by się ukryć, lecz by się uwolnić. Kiedy człowiek ukryje twarz, zdejmuje z siebie wstyd. Przestaje grać, przestaje się bać. Znika strach przed oceną, zostaje tylko instynkt i prawda. Maska nie kłamie — to twarz kłamie codziennie, by być akceptowana. Dlatego maski są paradoksem: mogą zniewalać lub wyzwalać. Wszystko zależy od tego, czy zakładasz je, by coś ukryć, czy by wreszcie coś pokazać.
