🟥 Atak na szkołę w Iranie. Nagranie CNN pokazuje pocisk Tomahawk. Trump zmienia wersję wydarzeń
28 lutego 2026 roku świat obiegła informacja o tragedii w irańskim mieście Minab. W wyniku eksplozji rakiety zniszczona została szkoła dla dziewcząt Shajareh Tayyebeh. Według irańskich władz zginęło od około 160 do nawet 180 osób, w większości uczennice w wieku szkolnym.
Był to jeden z najtragiczniejszych incydentów cywilnych w obecnym konflikcie na Bliskim Wschodzie.
Nagranie, które wywołało międzynarodową burzę
Kilka dni po ataku pojawiło się nagranie wideo analizowane przez międzynarodowe media, w tym CNN. Materiał miał pochodzić z nagrania zarejestrowanego w pobliżu miejsca uderzenia i został opublikowany w internecie przez irańskie źródła medialne, a następnie przeanalizowany przez niezależnych ekspertów od uzbrojenia i analityków zajmujących się weryfikacją materiałów z konfliktów zbrojnych.
Eksperci wskazują, że obiekt widoczny na nagraniu przypomina pocisk manewrujący typu Tomahawk, który jest jedną z najbardziej znanych rakiet wykorzystywanych przez amerykańską marynarkę wojenną.
Analiza geolokalizacji nagrania oraz zdjęć satelitarnych wskazuje, że pocisk uderzył w kompleks znajdujący się bardzo blisko szkoły. Według części analiz celem ataku mógł być obiekt należący do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły.
Pierwsza reakcja Donalda Trumpa
Po pojawieniu się informacji o tragedii prezydent USA Donald Trump w pierwszych wypowiedziach sugerował, że odpowiedzialność za zdarzenie może spoczywać na Iranie.
Trump stwierdził, że mogła to być irańska rakieta, podkreślając, że irańskie systemy uzbrojenia są znacznie mniej precyzyjne i mogły uderzyć w niewłaściwy cel.
Druga wypowiedź – zmiana tonu
W kolejnych komentarzach prezydent USA zmienił jednak ton wypowiedzi. Podczas rozmowy z dziennikarzami powiedział, że nie można jednoznacznie stwierdzić, kto wystrzelił pocisk.
Trump podkreślił, że rakiety tego typu nie są już wyłącznie w rękach Stanów Zjednoczonych, ponieważ w przeszłości były sprzedawane lub przekazywane sojusznikom.
Jak stwierdził, „mógł to zrobić praktycznie każdy”, kto posiada podobne uzbrojenie.
Dodał również, że jeśli w wyniku dochodzenia okaże się, że wydarzyło się coś innego niż zakładano, będzie musiał „z tym żyć”, podkreślając, że wojna często prowadzi do tragicznych pomyłek.
Dochodzenie nadal trwa
Według informacji medialnych w Stanach Zjednoczonych trwa analiza nagrań, danych satelitarnych oraz zapisów operacyjnych. Celem dochodzenia jest ustalenie, czy pocisk widoczny na nagraniu rzeczywiście pochodził z operacji prowadzonej przez siły amerykańskie, czy też został wystrzelony przez inne państwo lub formację wojskową.
Eksperci podkreślają również, że szkoła znajdowała się bardzo blisko obiektu wojskowego, co mogło doprowadzić do tragicznych skutków ubocznych ataku.
Sprawa może mieć poważne konsekwencje
Jeżeli potwierdzi się, że cywile zginęli w wyniku błędu operacyjnego podczas ataku na cel wojskowy, sprawa może zostać poddana analizie przez organizacje międzynarodowe zajmujące się prawem humanitarnym.
Na razie jednak żadna ze stron konfliktu nie przyznała się oficjalnie do odpowiedzialności za uderzenie w szkołę.
