Nie sposób nie zgodzić się z diagnozą, że znaleźliśmy się w „krainie smoków”. To prawda. Ale obraz jest jeszcze szerszy i znacznie bardziej niepokojący.
Moim zdaniem mamy dziś do czynienia z niebezpiecznym precedensem: Stany Zjednoczone, pod przywództwem Donald Trump, coraz wyraźniej balansują na granicy łamania prawa międzynarodowego. Naruszanie suwerenności innych państw – w tym Iran – nie może być tłumaczone wyłącznie „prewencją” czy geopolitycznym interesem. Odpowiedzialność polityczna za ten kierunek spoczywa wprost na Trumpie. Tak – Iran budzi niepokój. Tak – padają stamtąd radykalne, groźne deklaracje, zwłaszcza wobec Izrael. Ale to wciąż jest państwo, a nie cel do arbitralnych uderzeń. Do tej pory Iran nie rozpoczął otwartej wojny globalnej; operujemy głównie na poziomie retoryki i regionalnych napięć. To nie usprawiedliwia łamania jego suwerenności. Jednocześnie nie wolno udawać, że druga strona jest bez winy. Izrael – w obecnym kształcie politycznym – również stał się źródłem poważnej destabilizacji. Benjamin Netanyahu jest dziś obciążony międzynarodowymi zarzutami dotyczącymi zbrodni wojennych, formułowanymi przez organy prawa międzynarodowego. Nie ma prawomocnego wyroku, ale sam fakt takich zarzutów pokazuje skalę kryzysu moralnego i prawnego, z jakim mamy do czynienia. To nie jest marginalny szczegół – to sygnał alarmowy dla całego świata. Na tym tle Donald Trump jawi się jako postać wyjątkowo niebezpieczna: radykalna, impulsywna i otoczona przywódcami, których działania destabilizują porządek międzynarodowy. Jego relacje – czy to z Władimir Putin, czy z Netanjahu – pokazują wyraźnie, że bliżej mu do polityki siły niż do polityki odpowiedzialności. Problem polega na tym, że nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć, jak daleko się posunie. Świat zmierza w bardzo złym kierunku. Od dziesięcioleci nie było globalnej wojny, która realnie „zresetowałaby” układ sił. Pandemia COVID-19 i liczne konflikty regionalne okazały się wstrząsami niewystarczającymi. Historia uczy, że gdy napięcia się kumulują, a odpowiedzialność ustępuje miejsca przekonaniu o własnej sile – nadchodzi coś znacznie gorszego. Chciałbym się mylić. Naprawdę. Ale im dłużej obserwujemy ten ciąg zdarzeń, tym trudniej oprzeć się wrażeniu, że świat znów wchodzi na drogę, z której bardzo trudno będzie zawrócić.