90 martwych dziewczynek. Czy to zbrodnia wojenna? Czy Donald Trump powinien zostać osądzony?
W ostatnich dniach świat obiegła informacja o bombardowaniu obiektu szkolnego w Iranie. Według dostępnych doniesień w wyniku uderzenia zginęło około 90 dziewczynek – dzieci, cywile, osoby szczególnie chronione przez prawo międzynarodowe. Na tym etapie nie wiemy, czy szkoła była bezpośrednim celem ataku. Nie wiemy, czy doszło do błędu operacyjnego, złej identyfikacji celu, czy też do uderzenia pośredniego. Wiemy jedno: bomby spadły również na szkołę, a zginęły dzieci. To wystarcza, by zadać pytanie, którego nie wolno dziś pomijać. Czy mamy do czynienia z tragedią wojenną — czy z czynem, który powinien zostać zbadany jako potencjalna zbrodnia wojenna?
Co mówi prawo międzynarodowe?
Prawo konfliktów zbrojnych nie opiera się na emocjach ani deklaracjach politycznych. Opiera się na faktach. Zgodnie z Konwencjami Genewskimi i Statutem Rzymskim szkoły są obiektami cywilnymi, dzieci są osobami szczególnie chronionymi, a atak prowadzący do śmierci cywilów podlega ocenie prawnej — nawet jeśli nie był celem samym w sobie. Kluczowe nie jest więc to, co ktoś deklarował, że chciał zbombardować. Kluczowe jest to, co zostało zbombardowane i kto zginął.
Pytania, które muszą paść
Jeżeli w wyniku działań militarnych giną dzieci w obiekcie szkolnym, świat ma obowiązek zapytać: czy szkoła była realnym celem wojskowym? Czy istniały wiarygodne dowody, że była wykorzystywana do działań zbrojnych? Czy zastosowano maksymalne środki ostrożności? Czy atak był proporcjonalny do spodziewanej korzyści militarnej? Czy istniały alternatywne rozwiązania mniej ryzykowne dla cywilów? Jeżeli odpowiedzi na te pytania są niejasne, niepełne lub sprzeczne — pojawia się poważna podstawa do międzynarodowego śledztwa. Nie medialnego wyroku. Nie politycznej narracji. Śledztwa.
A odpowiedzialność polityczna?
W przypadku Ukrainy międzynarodowe instytucje uznały, że istnieją podstawy do odpowiedzialności karnej za działania wymierzone w ludność cywilną. Wobec Władimira Putina wydano międzynarodowy nakaz aresztowania. To prowadzi do pytania fundamentalnego: czy prawo wojenne działa jednakowo wobec wszystkich przywódców, czy tylko wobec tych, którzy nie posiadają politycznej ochrony? Jeżeli w wyniku decyzji politycznych lub wojskowych giną dzieci, to czy odpowiedzialność może dotyczyć także najwyższych decydentów? Czy Donald Trump powinien zostać osądzony — jeśli śledztwo wykazałoby naruszenie prawa wojennego? To nie jest oskarżenie. To pytanie o zasadę równości wobec prawa.
„Zabite” czy „zamordowane”?
W debacie publicznej często używa się mocnych słów. Prawo jednak nie operuje emocjami. Operuje faktami. Jeżeli cywile giną w wyniku ataku, bada się przewidywalność skutku, staranność planowania, dostępne informacje wywiadowcze, łańcuch dowodzenia oraz odpowiedzialność dowódczą. Dziecko zabite w bombardowaniu pozostaje ofiarą cywilną niezależnie od tego, czy ktoś nazwie to „błędem”, „skutkiem ubocznym” czy „tragicznym incydentem”. Prawo nie rozróżnia narodowości ofiar. Nie rozróżnia też siły państwa.
Najważniejsze pytanie
Dziś nie ma wyroku. Ale są ofiary. Są dzieci. Jest szkoła. Jest nalot. To wystarcza, by postawić pytanie o zbrodnię wojenną. Jeżeli świat chce zachować wiarygodność, musi badać wszystkie takie przypadki — bez względu na to, kto zrzuca bomby. Bo jeśli prawo obowiązuje tylko jednych, a wobec innych milczy, to nie jest już prawem. To jest polityką.